Tatry zachodnie 30.03-1.04.2017

Zapraszamy do lektury kolejnej relacji z wyjazdu w Tatry, autorstwa Adama. Tym razem ekipa wyrusza w Tatry Zachodnie z głównym celem- zdobyć kilka dwutysięczników i zobaczyć krokusy, które zachwycają o tej porze roku, niestety tylko niespełna tydzień.

 

Dzień Pierwszy

Po raz kolejny zebraliśmy naszą wesołą ekipę górołazów i postanowiliśmy odwiedzić nasz piękny zakątek Polski- Tatry. Tym razem zdecydowaliśmy się na Tatry zachodnie, gdzie jest sporo dwutysięczników a mieliśmy również nadzieję zobaczyć piękne krokusy w Dolinie Chochołowskiej.

Dojechaliśmy do Kościeliska z samego rana i w drogę- w kierunku schroniska Ornak, gdzie mieliśmy bazę noclegową. Po dotarciu szybkie przepakowanie, śniadanko i wymarsz w stronę Iwaniackiej Przełęczy, która zawsze daje nam w kość☺ Z przełęczy w stronę pierwszego szczytu, który nosi taką samą nazwę jak schronisko. Zostało nam około 2h drogi. Pogoda była nie zachęcająca ale i tak nie poddaliśmy się i wszyscy doszliśmy na 1860m n.p.m. Powrotną drogę wybraliśmy inną, starą ścieżkę taternicką prowadzącą wzdłuż potoku w ślicznym lesie. Wracamy do schroniska i szykujemy się na dzień drugi gdzie plany są bardzo ambitne.

Dzień drugi

Wyruszamy praktycznie jeszcze o zmroku bo około godziny 4.30. Nie trzeba dodawać że większość z nas jest śpiochami i kompletnie nie miała ochoty wynurzać się spod ciepłego śpiworka… Jedynie Marek był w stanie wywlec nas wszystkich na szybkie śniadanie. Godzinę później kolejny raz podchodziliśmy pod Iwaniacką Przełęcz. Stamtąd jednak tym razem kierujemy się w stronę Doliny Chochołowskiej. Na miejscu spotkała nas bardzo miła niespodzianka. Spod chmur wyłoniło się piękne słońce i cała polana obrośnięta pięknymi krokusami pokazała się w pełnej krasie… Taki fioletowy dywanik który przy okazji dawał cudowny zapach. Kilka zdjęć i ruszamy dalej w stronę pierwszego dwutysięcznika o nazwie Wołowiec(2064m n.p.m). Na szczycie zastały nas tak piękne widoki że nie sposób było tam nie odpocząć☺ tak więc jemy drugie śniadanko i ruszamy dalej. Kolejne szczyty( Jarząbczy Wierch 2137m n.p.m., Kończysty Wierch 2002m n.p.m., Starorobociański Wierch 2176m n.p.m.) przechodziliśmy dosyć szybko ponieważ gonił nas zmrok. Zejście bardzo stromą granią tuż po zmroku opóźnia nas jeszcze bardziej i tak dochodzimy do schroniska  około godziny 23.00. Zmęczeni, regenerujemy siły bo przecież został dzień trzeci. Szybki prysznic, coś ciepłego do brzucha i masa śmiechu jak zresztą zawsze! Opowieści i śmieszne historie nie miały końca, ale trzeba się położyć, przecież zegar nie stoi w miejscu a godzina już bardziej młoda niż późna…

Dzień trzeci

Po śniadaniu wspólną decyzją o szybszym powrocie decydujemy się na wejście na jeden dwutysięcznik o którego zdobyciu myślałem już od dłuższego czasu- mianowicie Ciemniak 2096m n.p.m.

Mimo bólu jaki męczył nas po dwóch poprzednich dniach wędrówek, ruszamy w drogę. W marszu pomaga wspaniała pogoda- miedzy innymi dzięki niej mogliśmy dostać się na szczyt w niecałe 4h. Na miejscu kilka zdjęć, pożegnanie z Tatrami i powoli schodzimy w stronę parkingu w Dolinie Kościeliskiej. Wspólnie jedziemy na upragnioną już kolację w restauracji Kolibecka, którą od jakiegoś czasu mianowaliśmy ambasadą powrotu z gór 🙂

 

Specjalne podziękowania dla Marka za pomoc w zorganizowaniu tego wyjazdu. Dla wszystkich uczestników i oczywiście Firmie SAMED za genialne wsparcie przy naszych projektach. Jeszcze raz zachęcamy do podróżowania po górach. A może nie masz z kim pojechać a chciał byś spróbować swoich sił w wędrówce? Odzywaj się- na pewno coś wymyślimy:) Pamiętajcie …BO RUCH TO ZDROWIE!!!